spuchnięte nogi rak płuc

gdzies--pomiedzy portal

Temat: wczoraj pierwszy dzień chemii...
dziękuję za wyjaśnienie:-) u Taty od początku było mowa tylko o chemioterapii,
operacja w ogóle nie wchodzi w grę, z uwagi na zaawansowanie choroby (12
przerzutów łącznie w obu płucach); nad radioterapią lekarze się zastanawiają,
ale biorą pod uwagę naświetlanie kręgosłupa, chociaż cały czas czekamy na opis
zdjęcia, bo wcale nie jest to takie jednoznaczne, że są tam przerzuty;
obecnie Tato jest wypisany do domu po trzydniowym cyklu 1. serii chemii; teraz
2,5 tygodnia czekania i powtórka z rozrywki; pocieszające jest to, że Tato jest
słaby, ale nawet tak bardzo go ta chemia nie "sponiewierała".
A co do Zabrza, no cóż ja bardzo chciałam, żeby Tato się tam leczył, ale takie
uszczęśliwianie na siłę nic by nie dało, a przecież pozytywne nastawienie to
połowa sukcesu :-)
podejrzewam, że Tato bał się po prostu zostać sam (chociaż przecież byłoby się z
nim w miarę możliwości jak najwięcej) tak daleko od domu, szczególnie, że 1,5
mies. temu zmarł w Gliwicach na raka płuc jego młodszy brat ;-(, a dodatkowo ta
choroba, jest jego pierwszą chorobą, wcześniej nie wiedział co to szpital i
lekarze; teraz dostał wszystko od razu z górnej półki
póki co największy problem mamy z jego brakiem apetytu i niestety ze
spuchniętymi nogami (tak do wysokości do pół łydki); furosemid nie pomaga, a
wywaru z pietruszki (o którym wyczytałam na tym forum)za bardzo nie chce pić w
takich ilościach, by to mogło coś zadziałać
ogólnie Tato jest bardzo krnąbrnym pacjentem i naprawdę ciężko jest z nim
czasami dojść do porozumienia ;-)

pozdrawiam

Agnieszka

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,37372,70583911,70583911,wczoraj_pierwszy_dzien_chemii_.html



Temat: plastry a ból
plastry a ból
Mój tata ma raka płuc z przerzutami do wątroby, raczysko jest też w okolicy
tchawicy. O chorobie wiemy od 9 grudnia. Były 3 chemie - czwartej nie podano,
bo nie było poprawy, a szpik został zupełnie zniszczony. Wątroba jest w
rozsypce - ostatnie usg było miesiąc temu. Od kilku tygodni tata ma b.
spuchnięte nogi - stopy, łydki, teraz tez i uda. Brzuch - wygląda jakby był w
końcówce ciąży....Jeszcze przed świętami jakoś było - tata kilka razy
dziennie wstawał z łózka, coś oglądał w TV, coś czytał, interesował się..Z
dnia na dzień coś odpadało. Az tata znalazł się jakby za szklaną szybą. Od
kilku dni zyje w jakimś swoim świecie - stale mówi i mówi - nie bardzo wiemy
o czym , coś mu się przypomina, coś mu chodzi po głowie, kogoś woła.
Zapytany - jakby wybudza się z letargu i sam nie wie, o cyzm przed chwilą
mówił. Ma przyklejony plaster przecibólowy, teraz już setkę. Czasem mówi, że
go nic nie boli, a czasem boli wszystko. Od trzech dni niemal stale mówi i
stale chce wstawac z łóżka - musimy mu w tym pomagać, bo sam nie jest w
stanie, tak jest słaby. Widac, że odchodzi. cierpli, często mówi, że chciałby
juz umrzeć, prosi Boga, aby zabrał go do siebie. Mówi często od rzeczy, ale
jendoczesnie wie, kto przy nim siedzi, kto wchodzi do domu, kto
wychodzi...Myślałam, że ten plaster go wyciszy, uspokoi. Ciało całe się
trzęsie, wszystko w tacie dosłownie chodzi, jest pobudzony i poddenerwowany i
tak od trzech dni. Czy te plastrt durogesic mogą nie działają? Wątroba niemal
nie funkcjonuje, toksyny zatruwają organizm coraz bardziej, stąd ta
opuchlizna, wybroczyny itp... - stąd pewnie to pobudzenie, jednak plaster
jakoś powinien to wyciszyć. Czy może nie działać na wszystkich? skąd te
majaki?
Boże, jakie to wsyzstko trudne, jak ciezko patrzeć na cierpienie własnego
taty, a ta bezradność może wykończyć...
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,37372,40846185,40846185,plastry_a_bol.html


Temat: Pasożyty: robaki, pierwotniaki, bakterie i grzyby
Są to robaki o długości 0,5-1,5cm. Występują głównie dwa gatunki tęgoryjca:
dwunastnicy i amerykański. Miejscem pasożytowania tęgoryjca jest dwunastnica
człowieka. Za pomocą torebki gębowej pasożyt przytwierdza się do błony śluzowej
jelita. Tnącymi listewkami otworu gębowego wgryza się w kosmki systemu
wchłaniania ścianki jelita i odżywiają się wypływającą krwią. Długość ich życia
to 4-8 lat. Zarażenie tęgoryjcem może być przyczyną znacznej utraty krwi i w
konsekwencji anemii oraz niedokrwistości. Zarażenie tęgoryjcem szczególnie
ciężko przebiega u dzieci, powodując opóźnienia w rozwoju i poważne problemy
zdrowotne. Podczas migracji larw tęgoryjca pojawia się swędząca pokrzywkopodobna
wysypka skórna, zapalenie płuc, kaszel i ból w piersiach. Zazwyczaj osoby
zarażone tęgoryjcem charakteryzują się bladością skóry, opuchniętą twarzą i
spuchniętymi nogami. Cierpią na częste biegunki, zawroty głowy i zadyszki.
Samice składają codziennie do 10 tys. jajeczek. Jajeczka, dostając się do gleby
wraz z kałem, przechodzą w fazę larwalną i cykl się powiela. Z jajeczek
znajdujących się w glebie, wykluwają się larwy, które szybko rosną i po upływie
5-7 dni są zdolne do wnikania do ciała i wywoływania zarażenia. Mogą wnikać do
organizmu przez uszkodzoną skórę rąk i nóg. Przewiercając się przez warstwy
skóry, larwy tęgoryjca dostają się do naczyń krwionośnych i ze strumieniem krwi
przemieszczają się do serca i płuc, gdzie pozostają przez pewien czas. Tam
ponownie rozrywają naczynia włosowate i ścianki pęcherzyków płucnych, przenikają
do oskrzeli i przełyku, a następnie są połykane przez żywiciela i osiadają w
jelitach. W ciągu 4-6 tygodni larwy przekształcają się w dorosłe osobniki, które
składają jajeczka i proces się powtarza.
W początkach choroby pojawia się swędzenie i pieczenie skóry między palcami nóg.
Zazwyczaj chorobie towarzyszy zapalenie oskrzeli, osłabienie, bóle głowy,
bladość skóry i anemia.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,86962,89631743,89631743,Pasozyty_robaki_pierwotniaki_bakterie_i_grzyby.html


Temat: Pytanie dla znawców tematu
Pytanie dla znawców tematu
cześć wszystkim,
moja historia jest taka, że nie wiadomo co mi jest. Jak część z Was byłem
odsyłany do psychiatry.
Dlatego też opiszę swój problem, a wy powiedzcie mi czy może to być sprawa
związana z boreliozą. I co dalej robić.
Kilka lat temu podczas zaciąłem się w palec brudnym gwoździem. Palec zaczął
ropieć. Lekarz przepisał ketonal.
Po leku ropa zeszła i wszystko niby wróciło do normy, ale zacząłem czuć się
nieciekawie. Już dużo wcześniej czułem się chronicznie zmęczony, ale po tym
incydencie z palcem - po jakimś czasie dostałem gorączki. Powiększyły mi się
nieznacznie węzły chłonne, mocniej ślinianki. W pewnym momencie dostałem
silnych bóli rąk. Bóle jakby reumatyczne. Zacząłem zbijać je lekami
przeciwzapalnymi, ale pomagało na 2 godziny by znowu ból powracał. Po
niedługim czasie zaczęły boleć nogi. Ból okrutny. W nocy budziłem się spocony.
Rano miałem sztywność bolących kończyn i barku. Ciągłe stany podgorączkowe
bądź gorączki.
Trafiłem wtedy poszukując rozwiązania na Metodę BSM. Zacząłem ją stosować z
bardzo pozytywnymi rezultatami. Bóle prawie zniknęły. Ale ciągłe zmęczenie
wracało i tak falami.
Często też czuję się osłabiony. Od niedawna doszły bóle jakby w obrębie
brzucha. Boli mnie 'coś' po lewej stronie brzucha. Tak jakby coś w środku. Gdy
jest zimno na dworzu na palcach ręki pojawiają się małe guzki pod skórą.
Częste uczucie rozbicia. Czasem też bóle jak przy grypie.
Miałem palpitacje serca i potworne duszności. Nie mogłem nabrać do pełni
powietrza. Wylądowałem w szpitalu. Prześwietlili mi płuca - czyste, zrobili
USG - w porządku, zrobili badanie moczu - w porządku, badanie krwi - wszystko
w porządku poza wysoką bilirubiną która też powoduje lekkie zażółcenie oczu.
Czasem mam te odczucia które sugerują lekarzom i wszystkim dookoła nerwicę -
czyli generalnie zaburzenia świadomości: uczucie odrealnienia, zaburzenia
równowagi itp.
Palce u dłoni mam inne niż miałem. Są jakby lekko opuchnięte.
Jedno kolano mam trochę spuchnięte i jest to stałe spuchnięcie które nie
znika, nie zmniejsza się i nie zwiększa tylko jest.
Szukając informacji w internecie ktoś zasugerował mi boreliozę.
Wtedy też przypomniałem sobie, że lata temu miałem kleszcza w skórze - lewy
bok pod żebrami, trochę w stronę mostka. Gdy go wykryłem był już wielki i
miejsce było opuchnięte. Poleciałem z tym do lekarza który mnie wyśmiał i
wyjął na eter. Potem nie pamiętam czy miałem objawy grypopodobne - tak jak
wspomniałem to było lata temu.
Zastanawiam się czy borelioza może dawać objawy wyglądające na stricte
reumatyczne?
Nie mam pojęcia co to za g@wno się do mnie przyplątało, ale czytając o
boreliozie mam wiele objawów. Drugą rzeczą która też jest blisko to może to
RZS który został trochę opanowany Metodą BSM? Wariuję?
Najgorsze jest to że żeby się w miarę czuć muszę stosować BSM. Jak nie
stosuję to zaraz łapie mnie osłabienie, zaczynają boleć mnie nogi (taki
przedsionek bólu reumatycznego) - wiem, że dla osób sceptycznych i nie
znających tej Metody wyda to się dziwne czy niewiarygodne, ale naprawdę
działa (czuję rozgrzanie, wzrost energii, ból mija).
Problem też jest taki ze BSM może poprawiać wyniki krwi. Usuwa z krwi
wszystko co nie powinno tam się znaleźć. Także żeby zrobić badania krwi
musiałbym chyba kilka dni nie stosować tej Metody i dodatkowo sprowokować
bakterie żeby pojawiły się w krwi jeśli są w organizmie. Czytałem że przed
badaniem w cbdnna warto pić 3 dni citrosept w zwiększonych dawkach. Czy
rzeczywiście to skuteczne rozwiązanie i jakie to są zwiększone dawki?
Bardzo proszę o pomoc forumowiczów.
Czy borelioza może atakować jelita, wątrobę, żołądek?

Serdecznie wszystkich pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie mojego wpisu.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,26140,87355913,87355913,Pytanie_dla_znawcow_tematu.html


Temat: Pomocy! (długie - wybaczcie!)
Pomocy! (długie - wybaczcie!)
Poddaję się – zaczyna brakować mi sił na wszystko… Dosłownie, nie czułam się
tak kiepsko od przynajmniej 4 lat! Jednocześnie jestem wściekła – było dobrze,
nie rewelacyjnie, bo spadało mi wciąż FT4, ale potrafiłam jakoś funkcjonować.
Brałam Novothyral w dawce 125 mg. Moja endo wpadła na pomysł, że trzeba
zmienić lek na Euthyrox (finalna dawka 125 mg) plus Jodid (finalna dawka 50
mg), bo być może do Novothyralu się przyzwyczaił mój „świetny” organizm (leczę
się już 8 lat i wcześniej „przyzwyczaiłam się” do Eltroxinu, Euthyroxu i
Cynomelu). Proszę o pomoc!
Moje wyniki:
06/06/08
Ferrytyna: 47,91 (13-150): 25,5%
FT3: 4,57 (3,1-6,8): 39,7%
FT4: 1,08 (0,93-1,7): 19,5%
Prolaktyna – hPRL: 11,1 (3,24-29,12):30,4%
TSH: 7,180 (0,27-4,2): 175,8%

16/05/08
CRP: 31,4 norma do 6,0
Glukoza: 87,1 (65-105): 55,3%
OB: 45 (1-14)
WBC: 9,2 (4-10)
RBC: 4,32 (4,2-5,4)
HGB: 12,3 (12-16)
HCT: 37,9 (37-47)
FT4: 0,89 (0,93-1,7): -5,2%
Kortyzol: 840,85 (171-536): 183,5%
HbA1c: 5,1 (4,8-6,1): 23%

16/04/08
FT3: 4,8 (3,1-6,8): 46%
FT4: 0,88 (0,93-1,7): -6%
Prolaktyna – hPRL: 10,5 (3,24-29,12): 28%
CRP: 32,4 norma do 6,0
OB: 35 (1-14)
WBC: 10,8 (4-10)
RBC: 4,65 (4,2-5,4)
HGB: 13,3 (12-16)
HCT: 40,5 (37-47)

26/02/08
TSH: 0,038 (0,27-4,2): -5,9

05/01/08
PTH: 33,1 (15-65): 36,2
Fosfor: 4,2 (2,7-4,5): 83%
Wapń: 8,7 (8,4-10,4): 15%
Wapń zjonizowany: 1,16 (1,12-1,32): 20%
Ostatnie wyniki przeciwciał:
21/09/07
TPO: 5,15 norma do 34
TGAb: 25,30 norma do 115
15/09/07
TPO: 9,31 norma do 34
TGAb: 27,69 norma do 115

Przeciwciała zrobione dwukrotnie ponieważ moja endo obawiała się u mnie
Hashimoto. Jednak nie potwierdziła, że rzeczywiście choruję na Hashimoto,
nigdy przez 8 lat leczenia nie została moja tarczyca w jakikolwiek sposób
zdiagnozowana – parę razy usłyszałam, że przeszłam wirusowe zapalenie (taki
obraz dało pierwsze USG tarczycy w kwietniu 2000r.). W rodzinie nie mam chorób
autoimmunologicznych.

Wynik ostatniego USG tarczycy z 14/08/07:
Tarczyca położona w miejscu typowym, dolnymi biegunami nie schodząca poza
wcięcie jarzmowe mostka. Echostruktura miąższu jednorodna, prawidłowa. Wymiary
płatów bocznych:
Prawy 44*12*11 mm
Lewy 32*10*13 mm
W płacie prawym bezechowy guzek o śr. 4,5 mm ze wzmocnieniem echa za zmianą,
bez cech przepływu krwi w badaniu CD – najpewniej torbiel koloidowa. W płacie
lewym brak zmian ogniskowych. Węzły chłonne szyi niepowiększone.

Biorę dodatkowo antykoncepcję, bo zabijały mnie bóle głowy, które przeszły po
Jasmin. Łykam jeszcze magnez z B6 – mam dzikie skurcze nóg, rąk… Zresztą
ostatnio wróciły bóle głowy, skurcze się nasiliły, śpię po kilkanaście godzin
na dobę lub funkcjonuję na redbullu/tigerze lub czymś podobnym, pogorszył mi
się też wzrok – mam straszne uczucie zmęczenia/piasku pod powiekami (miałam
robione pole widzenia – mam jakiś ubytek, ale okulistka sprawiała wrażenie,
jakby pierwszy raz w życiu widziała takie badanie, a moja endo nawet dobrze
się nie przyjrzała – chociaż sama zleciła!). Ponadto ostatnio ciągle na coś
wpadam, coś wypada mi z rąk – stałam się taka nieporadna, że szlag mnie
trafia! Najgorzej jest wieczorami, marznę (przy tych upałach!), jestem
nieprzytomna. Cała czuję się „spuchnięta” , miewam problemy z oddychaniem –
jakbym się dusiła i tyję!!! Mam dość!!!
Czy mam łykać selen? Czy zmienić lekarza (i znowu przechodzić gehennę
opowiadania co mi jest)? Jestem już tak zmęczona moim organizmem – chcę wyjść
na prostą i zapomnieć o tarczycy! Da się?
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,24712,81358926,81358926,Pomocy_dlugie_wybaczcie_.html


Temat: jak są objawy przerzutów na kości
Kasiu,

dziękuję Ci, że się odezwałaś. Martwiłam się.
Na początku, chcę, żebyś wiedziała, że doskonale Cię rozumiem i wiem
pamiętam co to znaczy spuchnięte oczy mamy i jej przeszywający ból i
żal.
Musisz wiedzieć, że choremu zawsze wydaje się, że jest sam z tym
wszystkim, że nikt go nie rozumie...
Moja mama na zewnątrz zawsze jest silna. Wścibskim ludziskom,
sąsiadom zawsze mówi, że jest dobrze, że musi być dobrze, a w środku
wiem, załamana jest kompletnie.
Ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest jej lepiej jak o tym z nią
rozmawiam, jak się czuje, co ją boli, słucham, by móc później być
czujnym jak ważka na każdą dolegliwość.
Musisz mówić jej, że będziecie robić wszystko, by było jak najlepiej.
Musisz przy niej być. To podstawa.

Co do scyntygrafii...Kasieńsko, lekarzem nie jestem, ale gdzieś
wyczytałam, że faktycznie w scyntygrafii tylko zmiany typu meta mogą
oznaczać przerzut, bo w scyntygrafii jak widzisz wychodzą też inne
zwyrodnienia. Czyli moim skromnym zdaniem wygląda na tą rękę...

Ból...Kochana, jak moja mama znalazła się w szpitalu przed diagnozą
przerzutu do miednicy strasznie kulała, nie mogła postawić nogi na
ziemi, woziłyśmy ją na wózku z pielęgniarkami. Fakt, duży wpływ na
to miało wcześniejsze pobicie tego stawu w trakcie upadku.
W szpitalu dostawała chyba tramal, w domu już tego nie brała, bo
zaraz po szpitalu miała radioteriapię (naświetlania), która poza
dolegliwościami żołądkowymi (z racji naświetlanej partii ciała)
przynisła DUŻĄ ulgę mamie.
Z tego co mówi scyntygrafia u Was to pewnie też będzie możliwe.
Dopilnuj tego.
Jeśli nie można naświetlać puntkowo, bo zmiany w kościach są
rozległe, wiem, że podaje się jakiś izotop we wlewie. Ktoś o tym
pisał na forum.

Druga rzecz jak stwierdzą czy to płuca czy pierś dało przerzuty, też
można coś tam działać, np. hormony czy herceptyna jak Ci pisałam.

Po trzecie, może ją skierują na chemioteriapię, tego też nie można
wykluczać. Nam nikt nie proponował przez wzgląd na to, że u mamy
stwierdzono tylko ten przerzut a narządy wew. były bez zmian, więc
lekarze uznali, że to bez senu. A może u Was będzie warto.

Co do bisfosfonianów, masz rację bonefos to jeden z nich. Jesli w
tabletkach, zwróć uwagę na to, że one bardzo obciążają żołądek i
wątrobę (bierze się chyba kilka dziennie takich wielkich tabletek).
Moja mama też miała tak na początku, później poprosiła o takie we
wlewach, w kroplówce, które przyjmuje się tylko raz w miesiącu.
Podobno lepiej, bezpieczniej i skuteczniej.

Pisz na bieżąco, ściskam Cię/Was serdecznie.

U nas cisza...Mama uskarża się na coraz to silniejsze bóle, miednicy
po drugiej stronie, kolana, stopy i ramienia właśnie.
21 ma właśnie wlewy bisfosfonianów, a 26 tą scyntygrafię kontrolną.
Powiem Ci, że mimo wszystko wierzę. Cały czas wierzę.

Wczoraj zmarła na raka nasza sąsiadka. Mama mojej przyjaciółki. Od
diagnozy nie minął nawet miesiąc. Miała chyba raka żołądka. Nikt do
końa nie wie. Mama się załamała masakrycznie.
Ale mimo to, ja wierzę.

Jeśli będziesz chciała się ze mną skontaktować nie na forum pisz,

dorotkabp@o2.pl
gg 3119800


Dorota


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,37372,75235241,75235241,jak_sa_objawy_przerzutow_na_kosci.html